poniedziałek, 8 listopada 2010

Jak znaleźć dobrego tłumacza?

Już samo postawienie takiego pytanie i wpisanie go w wyszukiwarkę (bo zakładam że w ten sposób drogi czytelniku trafiłeś na mojego bloga) wyróżnia Ciebie na tle setek firm, które w pierwszej kolejności zadają sobie pytanie: jak przetłumaczyć najtaniej i pozbyć się kłopotu ("U nas nikt nie ma czasu zajmować się tłumaczeniami" - cytat z życia). Dlatego z przyjemnością na nie odpowiem, narażając się na krytykę braci po fachu za zdradzenie tajemnicy zawodowej.

Po pierwsze istnieje zasadnicza różnica między "wklepaniem" tekstu a nieodłączną dla dobrej jakości wnikliwą analizą. Można to porównać do różnicy między lekarzem internistą przyjmujących pacjentów z przeziębieniem i wypisującym wszystkim to samo lekarstwo a operacją na otwartym sercu, gdzie rutyna nie pomoże bo żaden chirurg nie wie do końca co zobaczy po rozcięciu tkanki skalpelem. Jest to więc przepaść pod względem wysiłku i stresu a cena.... w przypadku tłumaczeń dokładnie taka sama.

Gdy zaczynałem karierę tłumacza (prawie 20 lat temu) właścicielka jednego z nielicznych wówczas biur tłumaczeń poprosiła mnie o wykonanie tłumaczenia próbnego na miejscu (ok. 1 strona). Analogiczny egzamin przechodziła inna kandydatka, którą jak najserdeczniej pozdrawiam. Gdy po istnych męczarniach (w tych czasach nie było internetu a słowniki zdecydowanie pozostawały w tyle za technologią) byłem mniej więcej w 1/4 tekstu z przeciwka usłyszałem: "No, zrobiłam. Macie coś jeszcze?". O kurcze, chyba nie mam szans - pomyślałem. Na szczęście w owych czasach drapieżnej prywatyzacji (czyli wykupu polskich firm za bezcen przez zagraniczne koncerny) zapotrzebowanie na tłumaczy było tak duże, że pracę dostaliśmy oboje. A może.... właścicielka kierowana doświadczeniem wiedziała że przyda jej się tłumacz do wklepywania i drugi tłumacz do tłumaczenia?

Po tym, być może przydługim wstępie przejdę do meritum. Jeśli tłumaczenie jest ważne, np. jest to wizytówka firmy - strona internetowa to "wklepanie" tekstu po angielsku jest przede wszystkim nieetyczne i naraża naszego klienta - chlebodawcę również na straty z tytułu utraconych przychodów. Nieodłącznym elementem tłumaczenia wnikliwego jest CZAS. Nawet tłumacz o stosunkowo słabym doświadczeniu, korzystając z internetu i dobrych słowników jeśli poświęci wystarczająco dużo czasu to przetłumaczy tekst lepiej od rutyniarza, który wklepie tekst po angielsku.

Wskazówka praktyczna: Spytajmy tłumacza 1. Kiedy może zabrać się za tłumaczenie i 2. Ile czasu mu to zajmie bo sprawa jest bardzo pilna. Generalnie im dłuższy czas (2.!) tym jakość tłumaczenia będzie potencjalnie lepsza. Możemy również spytać o doświadczenie w danej dziedzinie specjalistycznej, choć zaręczam że jeśli otrzymałby pytanie czy mam doświadczenie w tłumaczeniu dokumentacji technicznej lokomotywy lub dojarki musiałbym chyba skłamać. Chodzi o to, że tłumaczenia techniczne to ogromny wszechświat i szansa na to że trafiliśmy na tłumacza, który ma doświadczenie w tłumaczeni dokumentacji dojarek lub lokomotyw jest praktycznie zerowa.

To be continued...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz